sobota, 18.09.2021 - tydzień (N)ieparzysty
logoPolSl100 logoRE100 logoKESU

Katedra Elektroenergetyki
i Sterowania Układów

Wilibald Winkler

prof. dr hab. inż. Wilibald Winkler

Lata urzędowania: 1994-2003

(1933-2010) - dr h.c. Uniwersytetu Technicznego w Mariupolu. Rektor Politechniki Śląskiej w latach 1990-1996. Wiceminister Edukacji Narodowej ds. Integracji Europejskiej i Współpracy z Zagranicą (1997-2000). Od grudnia 2000 r. do października 2001 r. - Wojewoda Śląski. Autor 10 książek i skryptów oraz ok. 140 artykułów i referatów. Promotor 9 doktorów. Wykładowca na uniwersytetach w Republice Federalnej Niemiec i we Włoszech. Przeszedł na emeryturę 1 października 2003 roku. Zmarł 31 października 2010 roku; został pochowany na cmentarzu przy parafii p.w. św. Andrzeja w Zabrzu.

Swoją karierę zawodową rozpoczął w roku 1952 w elektrowni "Miechowice", jako technik-elektryk w Laboratorium Elektrycznym, zajmując się automatyką zabezpieczeniową i pomiarami elektrycznymi. Po ukończeniu studiów zaocznych inżynierskich na Wydziale Elektrycznym Politechniki Śląskiej został kierownikiem Laboratorium Elektrycznego, a jednocześnie kontynuował edukację na Wieczorowych Studiach Magisterskich Wydziału Elektrycznego Politechniki Śląskiej. Pracę na uczelni, późniejszy jej rektor, rozpoczął w 1966 r. w Katedrze Sieci i Układów Elektroenergetycznych (później w Instytucie Elektroenergetyki i Sterowania Układów na Wydziale Elektrycznym). Po trzech latach obronił swoją rozprawę doktorską pt. "Przenoszenie sygnału napięciowego przez pojemnościowe przekładniki napięciowe w warunkach zwarciowych linii najwyższych napięć " i uzyskał stopień doktora. Po kolejnych czterech latach - w 1973 r. - po napisaniu rozprawy habilitacyjnej "Wpływ procesów przejściowych na działanie zabezpieczeń elektroenergetycznych z komparatorami amplitudy" uzyskał stopień doktora habilitowanego. Badania eksperymentalne do pracy habilitacyjnej prowadził w firmie szwajcarskiej Brown-Boveri & Cie w Baden. W 1981 roku został profesorem tytularnym.

Od 1990 do 1996 roku pełnił funkcję Rektora Politechniki Śląskiej. Po zakończeniu kadencji, od listopada 1997 r. do grudnia roku 2000 pełnił funkcję podsekretarza stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej w rządzie prof. Jerzego Buzka, zajmując się współpracą zagraniczną i integracją europejską. Był też członkiem zespołu negocjacyjnego zajmującego się przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, odpowiadając za dwa obszary: nauka i badania oraz młodzież, kształcenie i edukacja. Następnie przez rok pełnił funkcję wojewody śląskiego. Prof. Wilibald Winkler otrzymał następujące odznaczenia i wyróżnienia: doktorat honoris causa Uniwersytetu Technicznego w Mariupolu (Ukraina), Złoty Krzyż Zasługi, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Medal Komisji Edukacji Narodowej, Medal Politechniki Śląskiej, Medal "Georgius Agricola" Uniwersytetu Technicznego w Ostrawie, Medal "Kalos Kagathos", tytuł honorowego profesora Politechniki Wrocławskiej, nagrodę metropolity górnośląskiego "Lux ex Silesia".

W dniu 3 listopada 2010 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Bronisław Komorowski odznaczył pośmiertnie prof. Wilibalda Winklera Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Prof. Wilibald Winkler wykładał na uniwersytetach w Republice Federalnej Niemiec i we Włoszech. Był członkiem Komitetu Energetyki PAN, CIGRE oraz Komitetu Zabezpieczeń i Automatyki SEP, honorowym członkiem PTETiS oraz SEP. Wychował liczną kadrę naukowców i specjalistów elektroenergetyki. Był autorem wielu publikacji naukowych i podręczników akademickich; współuczestniczył w realizacji licznych prac naukowych i naukowo-badawczych.

Profesor Wilibald Winkler zmarł 31 października 2010 roku; został pochowany na cmentarzu przy parafii p.w. św. Andrzeja w Zabrzu.

 


 

Andrzej WISZNIEWSKI

Profesora Wilibalda Winklera znam od ponad 40 lat. Ale zanim po raz pierwszy zobaczyłem Jego osobę, do mych rąk trafił egzemplarz pracy doktorskiej, której był autorem. Przywiózł go do Wrocławia promotor i szef Wilibalda Winklera, prof. Antoni Bogucki, by wręczyć recenzentowi jakim został mój szef i mistrz prof. Jan Trojak. Tak więc moja znajomość z Wilibaldem zaczęła się od ... krytyki Jego doktorskiego dzieła. Ale Autor, choć dzielnie bronił się przed zarzutami recenzenckimi, nie obrażał się za krytykę. Wręcz przeciwnie, był wdzięczny oponentom, co jest nieczęste i świadczy o bardzo dobrych cechach osobowości. Te dobre cechy ujawniały się też w relacjach między Wilibaldem Winklerem a Jego szefem, prof. Antonim Boguckim. Uderzała mnie zawsze lojalność okazywana szefowi, choć Wilibald był bardziej niż świadomy różnych potknięć i słabości profesora. Otaczał Go opieką i wyręczał w kierowaniu Instytutem, choć zupełnie nie podzielał ani poglądów politycznych, ani gustów i obyczajów. Kiedy w roku 1969 Wilibald Winkler został doktorem wykazał w pełni swe zdolności tak naukowe, jak organizacyjne. Okazał się bardzo płodnym autorem i znakomitym organizatorem, co było szczegolnie widoczne w cyklicznych konferencjach zabezpieczeniowych organizowanych przez gliwicki Instytut.

Moja bliższa znajomość z dr Winklerem rozpoczęła się w roku 1971, kiedy spotkałem Go na schodach warszawskiego ministerstwa. Wyjeżdżał wówczas na paroletni staż do zakładów BBC w szwajcarskim Baden. A będąc tam sprawił, że firma zaprosiła na kilkudniowy pobyt trzech Polaków - prof. Jana Trojaka, prof. Józefa Żydanowicza i mnie - na zwiedzanie zakładów tego, chyba największego wówczas producenta zabezpieczeń dla sieci najwyższych napięć. (Starsi zabezpieczeniowy pewnie pamiętają elektromechaniczne zabezpieczenia odległościowe serii L3.) Będąc w Baden dostrzegliśmy, jak wielkim szacunkiem i uznaniem otaczany był dr Winkler. (To wówczas rozpoczęła się Jego współpraca i przyjażń z dr Helmutem Ungradem, wówczas szefem zabezpieczeń w BBC. Przyjaźń, która trwała przez blisko czterdzieści lat.) A na koniec pobytu zorganizowano nam turystyczną wyprawę w Alpy. I tam, pod Matterhornem, rozpoczęła się moja prawdziwa przyjaźń z Wilibaldem. A w roku 1973 miałem zaszczyt być recenzentem rozprawy habilitacyjnej dr Winklera, rozprawy poświęconej jakże modnej wówczas teorii komparatorów.

Nasza współpraca trwała nadal i była niezwykle równoległa. On rozwijał szkołę zabezpieczeniową w Gliwicach - a ja we Wrocławiu. Zresztą moj szef prof. Jan Trojak próbował zwabić - już wówczas docenta - Winklera do Wrocławia, ale bezskutecznie. Wilibald Winkler był ogromnie przywiązany do gliwickiego instytutu, tak więc rozwijając współpracę pomiędzy naszymi dwoma ośrodkami, nie zgadzał się na przeprowadzkę do Wrocławia. Nasza przyjaźń z Wilibaldem, wzmocniona tym, że nasze rodziny bardzo się polubiły, trwała przez następne lata i nie przerwał jej trzyletni okres mego pobytu poza Polską.

Gdy w roku 1980 wybuchła Solidarność prof. Wilibald Winkler aktywnie włączył się w działalność Związku, w której upatrywał szansę na to, by w Polsce można było żyć w prawdzie. Miał mu to za złe Jego szef prof. Antoni Bogucki, człowiek wysoko partyjny. Ale - co dobrze świadczy o obydwu - rożnice polityczne nie spowodowały animozji. Okazało się, że obydwaj są bardzo tolerancyjni dla odmiennych poglądów. A po prowadzeniu w Polsce stanu wojennego, prof. Wilibald Winkler wspierał mnie i moich bliskich zarówno materialnie, jak i moralnie. A w owym czasie było mi to bardzo potrzebne. Potrafił tez sprawić, że organizatorzy jednej ze sławnych gliwickich konferencji naukowych zaprosili mnie do Komitetu Honorowego - był to rok chyba 1984. Na pierwszym spotkaniu tego gremium prof. Bogucki zwracając się do mnie powiedział: "Widzisz Andrzej, jacy jesteśmy my, komuniści. Ty jesteś wrogiem socjalizmu, a ja jednak cię zaprosiłem do Komitetu Honorowego". Na co ja odpowiedziałem: "Bardzo to sobie cenię. To też gdy komuna padnie, nie będziemy komunistów zamykać do więzień". Zapadła cisza, którą rozładował Wilibald wybuchając śmiechem. Muszę przyznać, ze po kilku latach moje słowa okazały się aż nazbyt prorocze.

W latach 80-tych sporo wspólnie publikowaliśmy. A w roku 1990, gdy komuna rzeczywiście padła, obydwaj zostaliśmy rektorami: Wilibald Politechniki Śląskiej, a ja we Wrocławiu. Zaś po końcu drugiej kadencji rektorowania obydwaj posłuchaliśmy wezwania do Warszawy, gdzie prof. Wilibald Winkler został wiceministrem Edukacji Narodowej - a ja szefem resortu Nauki. Mieszkaliśmy wówczas w bardzo skromnych służbowych mieszkaniach przy warszawskiej ulicy Grzesiuka i spotykaliśmy się często przy robieniu kawalerskich zakupów w pobliskim supermarkecie. Odwiedzaliśmy się niekiedy, choć Wilibald nie pił alkoholu, co utrudniało życie towarzyskie. Ale nie wykluczało to dyskusji o współpracy między nauką i edukacją, w których najczęściej mieliśmy bardzo zbieżne poglądy. Byłem tez dumny z Wilibalda, kiedy to na spotkaniu w Bolonii podpisywał akcesje Polski do Traktatu Bolońskiego. Zresztą Zawsze z podziwem patrzyłem jak znakomicie Wilibald daje sobie radę w kontaktach z cudzoziemcami - co było częste, bowiem odpowiadał w resorcie za współpracę międzynarodową. W owym czasie rozpoczęliśmy też pracę nad książkami z zabezpieczeń elektroenergetycznych. Jedna ukazała się w Niemczech, a potem przetłumaczona na Angielski w Stanach Zjednoczonych, a druga była polską monografią z tego zakresu. Muszę przyznać, ze w obydwu tych przypadkach większość pracy wykonał Prof. Winkler.

W roku 2000 zaistniała pilna potrzeba objęcia funkcji wojewody śląskiego i to przez kogoś mądrego, doświadczonego i nieskazitelnie uczciwego. Premier Jerzy Buzek wskazał na prof. Wilibalda Winklera, a ten podchodząc do swej działalności społecznej jak do służby wyraził zgodę. Po paru miesiącach miałem okazję Go odwiedzić w wielkim gmachu Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego i mogłem zobaczyć, jak wielkim szacunkiem się tam cieszy.

W 2001 roku obydwaj z Wilibaldem kandydowaliśmy w wyborach do Senatu i obydwaj przegraliśmy, uzyskując najwyższy wynik z pośród tych, którzy nie zostali wybrani. To samo powtórzyło się w wyborach do Parlamentu Europejskiego, kiedy to kandydowaliśmy z partii stworzonej przez prof. Aldonę Kamela Sowińską, o pięknej nazwię, "Inicjatywa dla Polski". Później obydwaj wróciliśmy do pracy naukowej, starając się - zresztą z dość dużym powodzeniem - odnaleźć się w problematyce naukowej po latach administrowania. Współpraca między naszymi ośrodkami trwała nadal, a dowodem na to jak była ceniona we Wrocławiu było przyznanie prof. Wilibaldowi Winklerowi przez wydział elektryczny wrocławskiej uczelni tytułu Profesor Honorowy. Z drugiej strony ja byłem ogromnie zaszczycony, gdy powierzono mi wygłoszenie laudacji z okazji otrzymania przez Wilibalda medalu "Światło ze Śląska", przyznanego mu przez J.E. arcybiskupa Damiana Zimonia. Zaś Politechnika Wrocławska powołała prof. Winklera na recenzenta wniosku o przyznanie doktoratu honorowego prof. Jerzemu Buzkowi. Jego bardzo piękna recenzja miała być przedstawiona we Wrocławiu w dniu 15 listopada bieżącego roku. Będzie przedstawiona, ale pod nieobecność jej autora.

Kiedy przed kilkoma miesiącami Wilibald zaczął mieć kłopoty ze zdrowiem ani on, ani ja nie uważaliśmy, by było to groźne. Ale niestety obydwaj się myliliśmy. Nowotwór rozwijał się bardzo szybko i wyniszczał organizm Wilibalda. Ostatni raz za jego życia spotkaliśmy się w dniu 7 pażdziernika na pięknej mszy Świętej, odprawianej przez gliwickich biskupów w kaplicy ich siedziby. Podczas tego spotkania Wilibald dał mi w prezencie znakomitą książkę Wasilija Grossmana "Wszystko płynie". Zadedykował ją wzruszającymi słowami: Andrzeju! Za wszystko Ci dziękuję. Byłeś dla mnie jak brat, jednocześnie b. dobry przyjaciel. Wilek.

To ja Ci dziękuję Wilibaldzie. Dziękuję Ci za to że byłeś i za to, jaki byłeś. Dziękuję Ci za to, że zaszczyciłeś mnie swą przyjaźnią.

prof. Andrzej Wiszniewski
[za: Automatyka Elektroenergetyczna Nr 4/2010]

 


 

Przede wszystkim był człowiekiem prawomyślnym, uczciwym, pracowitym, kompetentnym, rzeczowym, systematycznym, wymagającym od siebie, ale również od współpracowników i studentów, skromny. Mógłbym wymieniać jeszcze wiele jego zalet. To nie górnolotne określenie, kiedy powiem, że był prawdziwym patriotą ziemi śląskiej i naszej ojczyzny. Był prawdziwym "Światłem ze Śląska", promieniującym na kraj i poza jego granice, co znalazło potwierdzenie w przyznaniu Profesorowi prestiżowej nagrody "Lux ex Silesia".

Dziękuję Ci za całe dobro, które czyniłeś z myślą o nas, ziemi śląskiej i naszej ojczyźnie.

prof. Bolesław Pochopień
[za: Nasze Zabrze Samorządowe Nr 11/2010]

 


 

Byłem współpracownikiem profesora Winklera w Instytucie Elektroenergetyki i Sterowania Układów Politechniki Śląskiej. Cechowała go niesamowita konsekwencja w działaniu. Stawiał sobie cele, które z determinacją realizował - wspomina profesor Jan Popczyk z Politechniki Śląskiej. - Imponowała mi jego droga życiowa: od montera w jednej ze śląskich elektrowni, poprzez niełatwe studia i kolejne etapy kariery. Pełnił wiele ważnych funkcji, był rektorem w trudnym czasie przełomu. Osiąganie przez niego dalszych etapów kariery stanowi przykład, jak wiele w życiu człowieka zależy od jego pracy i zaangażowania. I co warto podkreślić, robił to wszystko, nigdy nie naruszając zasad. Był człowiekiem bezkompromisowym i, jak sam o sobie mówił, człowiekiem prostej wiary. oznacza to, że nigdy nie dawał sobie taryfy ulgowej w wypełnianiu obowiązków, nie tworzył sobie furtek ułatwiających unikanie trudnych prawd. Profesor był wielkim wzorem, swą postawą mógł służyć przykładem. Będzie mi go bardzo brakować.

Nie należał do roześmianych ludzi, choć miał poczucie humoru. Z jego postaci emanował spokój i opanowanie. Miał też wielki talent językowy, o który dbał. Ów talent sprawiał, że bardzo dobrze reprezentował interesy instytutu, uczelni i kraju. W pamięci wciąż mam nasze nieoficjalne rozmowy, podczas których omawialiśmy nie tylko sprawy instytutu, ale rozmawialiśmy o życiu. Tego będzie mi brakować.

prof. Jan Popczyk
[za: Nasze Zabrze Samorządowe Nr 11/2010]